Napisz do kogoś! :)

piątek, 23 stycznia 2015

Opowiadanie #3



- Chodź ze mną, Gabrysiu. Musimy porozmawiać - powiedział król. Weszliśmy do pięknego pałacu. Król prowadził mnie przez piękne korytarze, pełne obrazów i wielkich ozdobnych okien. Po drodze mijaliśmy wiele komnat, których drzwi były otwarte. Po korytarzach przebiegali roześmiani dworzanie. W końcu zatrzymaliśmy się w wielkiej komnacie
z kominkiem, białymi kanapami i portretami poprzednich władców.
- Usiądź - powiedział miłym tonem król i wskazał kanapę - Z pewnością jesteś zmęczona po tak długiej podróży, ale chcę przekazać Ci tylko najważniejsze informacje. Jesteś prawowitą królową Tronody, czyli krainy, w której teraz jesteśmy. Ja jestem twoim dziadkiem. Twój ojciec nie chciał być królem, dlatego uciekł i wskoczył do tornada, które akurat przechodziło przez Tronodę. Ślad po nim zaginął, ale po kilku latach dotarła do nas wieść, że urodziła mu się córka. Postanowiliśmy, że kiedyś Cię odzyskamy, ale nie wiedzieliśmy jak. A tu taka miła niespodzianka. Sama przyszłaś. Teraz będziemy rządzić razem, dopóki będę miał siłę, żeby Ci pomagać. Za tydzień odbędzie się ceremonia koronacji, ale najpierw nasi czarodzieje muszą Cię trochę postarzeć, żebyś mogła pełnoprawnie rządzić - zakończył król i poszedł do innej komnaty. Ciężko było mi przyswoić tyle informacji naraz, ale jakoś sobie poradziłam. Dostałam swój pokój, mogłam się wykąpać, a Zenonem zaopiekowali się dworzanie.
Drugiego dnia zostałam zabrana do podziemnego kanionu, żeby czarodzieje mogli zrobić to, co do nich należy. Rozwinęli w kanonie miękki, okrągły dywan, a dookoła niego rozstawili świece. Kazali mi usiąść w środku. Zaczęli mówić jakieś zaklęcia i nagle poczułam, że robi mi się słabo. Zemdlałam.
Kiedy się obudziłam, leżałam w łóżku w mojej komnacie. Dobrze się czułam. Wstałam
i podeszłam do lustra. Zobaczyłam nastoletnią dziewczynę, w długich, jasnobrązowych włosach i o zielonych oczach. Nie spodziewałam się, że będę tak wyglądać. Ale moim zdaniem czarodzieje wykonali kawał dobrej roboty.
Kolejne dni mijały na uczeniu mnie jak rządzić, nauce historii Tronody i próbach do ceremonii. Ścigałam się z Radibem, szesnastoletnim chłopakiem, którego bardzo polubiłam. Oczywiście ścigaliśmy się na koniach, ja na Zenonie, a Radib na Tosi (to jego klacz). Staliśmy się dobrymi przyjaciółmi.
Nadszedł dzień ceremonii. Miałam na sobie piękną, łososiowo - brązową suknię. Uroczystość zaczęła się o piętnastej. Odbywała się w jednym z dworków w wysokich górach. Było to pięknie przygotowane miejsce, udekorowane kolorowymi lampkami
i pomarańczowymi kwiatami. Ceremonia odbywała się na balkonie, a poddani podziwiali ją
z dołu.
Stanęłam na balkonie przed moim dziadkiem, a on trzymał w ręku koronę. Moja uroczystość była skromna, nie taka jak inne koronacje. Musiałam przysięgnąć, że będę sprawiedliwie rządzić naszą krainą i po złożeniu przysięgi dziadek włożył mi koronę.
Tak naprawdę, to dziadek nie był już królem, bo oddał mi koronę. Był teraz moim doradcą. Popłakał się ze wzruszenia, a dworzanie zaczęli klaskać i krzyczeć: ”Niech żyje królowa Gabriela”. Potem z dziadkiem zeszliśmy z balkonu i bawiliśmy się z dworzanami do białego rana. Dziadek został całą noc, a ja poszłam pojeździć na Zenonie. Biegaliśmy po łąkach skąpanych w blasku księżyca i wspólnie postanowiliśmy (chociaż Zenon nie potrafił mówić), że chociaż jestem królową, to nadal będziemy razem odkrywać nowe miejsca. Gdyby nie mój koń nie byłoby mnie tu.
Po całym wydarzeniu dziadek powiedział mi, że tamta osada to dawna siedziba naszego dworu. Dowiedziałam się też, że mojej władzy podlega jeszcze kilka miast w okolicach zamku. I tak zaczęły się moje rządy, które pewnie będą trwać długo, długo i jeszcze dłużej. Koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz