- Chodź ze mną,
Gabrysiu. Musimy porozmawiać - powiedział król. Weszliśmy do pięknego pałacu.
Król prowadził mnie przez piękne korytarze, pełne obrazów i wielkich ozdobnych
okien. Po drodze mijaliśmy wiele komnat, których drzwi były otwarte. Po
korytarzach przebiegali roześmiani dworzanie. W końcu zatrzymaliśmy się w
wielkiej komnacie
z kominkiem, białymi kanapami i portretami poprzednich władców.
z kominkiem, białymi kanapami i portretami poprzednich władców.
- Usiądź -
powiedział miłym tonem król i wskazał kanapę - Z pewnością jesteś zmęczona po
tak długiej podróży, ale chcę przekazać Ci tylko najważniejsze informacje.
Jesteś prawowitą królową Tronody, czyli krainy, w której teraz jesteśmy. Ja
jestem twoim dziadkiem. Twój ojciec nie chciał być królem, dlatego uciekł i
wskoczył do tornada, które akurat przechodziło przez Tronodę. Ślad po nim
zaginął, ale po kilku latach dotarła do nas wieść, że urodziła mu się córka.
Postanowiliśmy, że kiedyś Cię odzyskamy, ale nie wiedzieliśmy jak. A tu taka
miła niespodzianka. Sama przyszłaś. Teraz będziemy rządzić razem, dopóki będę
miał siłę, żeby Ci pomagać. Za tydzień odbędzie się ceremonia koronacji, ale
najpierw nasi czarodzieje muszą Cię trochę postarzeć, żebyś mogła pełnoprawnie
rządzić - zakończył król i poszedł do innej komnaty. Ciężko było mi przyswoić
tyle informacji naraz, ale jakoś sobie poradziłam. Dostałam swój pokój, mogłam
się wykąpać, a Zenonem zaopiekowali się dworzanie.
Drugiego
dnia zostałam zabrana do podziemnego kanionu, żeby czarodzieje mogli zrobić to,
co do nich należy. Rozwinęli w kanonie miękki, okrągły dywan, a dookoła niego
rozstawili świece. Kazali mi usiąść w środku. Zaczęli mówić jakieś zaklęcia i
nagle poczułam, że robi mi się słabo. Zemdlałam.
Kiedy
się obudziłam, leżałam w łóżku w mojej komnacie. Dobrze się czułam. Wstałam
i podeszłam do lustra. Zobaczyłam nastoletnią dziewczynę, w długich, jasnobrązowych włosach i o zielonych oczach. Nie spodziewałam się, że będę tak wyglądać. Ale moim zdaniem czarodzieje wykonali kawał dobrej roboty.
i podeszłam do lustra. Zobaczyłam nastoletnią dziewczynę, w długich, jasnobrązowych włosach i o zielonych oczach. Nie spodziewałam się, że będę tak wyglądać. Ale moim zdaniem czarodzieje wykonali kawał dobrej roboty.
Kolejne
dni mijały na uczeniu mnie jak rządzić, nauce historii Tronody i próbach do
ceremonii. Ścigałam się z Radibem, szesnastoletnim chłopakiem, którego bardzo
polubiłam. Oczywiście ścigaliśmy się na koniach, ja na Zenonie, a Radib na Tosi
(to jego klacz). Staliśmy się dobrymi przyjaciółmi.
Nadszedł
dzień ceremonii. Miałam na sobie piękną, łososiowo - brązową suknię.
Uroczystość zaczęła się o piętnastej. Odbywała się w jednym z dworków w
wysokich górach. Było to pięknie przygotowane miejsce, udekorowane kolorowymi
lampkami
i pomarańczowymi kwiatami. Ceremonia odbywała się na balkonie, a poddani podziwiali ją
z dołu.
i pomarańczowymi kwiatami. Ceremonia odbywała się na balkonie, a poddani podziwiali ją
z dołu.
Stanęłam
na balkonie przed moim dziadkiem, a on trzymał w ręku koronę. Moja uroczystość
była skromna, nie taka jak inne koronacje. Musiałam przysięgnąć, że będę
sprawiedliwie rządzić naszą krainą i po złożeniu przysięgi dziadek włożył mi koronę.
Tak naprawdę, to dziadek nie był już królem, bo oddał mi koronę. Był teraz moim doradcą. Popłakał się ze wzruszenia, a dworzanie zaczęli klaskać i krzyczeć: ”Niech żyje królowa Gabriela”. Potem z dziadkiem zeszliśmy z balkonu i bawiliśmy się z dworzanami do białego rana. Dziadek został całą noc, a ja poszłam pojeździć na Zenonie. Biegaliśmy po łąkach skąpanych w blasku księżyca i wspólnie postanowiliśmy (chociaż Zenon nie potrafił mówić), że chociaż jestem królową, to nadal będziemy razem odkrywać nowe miejsca. Gdyby nie mój koń nie byłoby mnie tu.
Po całym wydarzeniu dziadek powiedział mi, że tamta
osada to dawna siedziba naszego dworu. Dowiedziałam się też, że mojej władzy
podlega jeszcze kilka miast w okolicach zamku. I tak zaczęły się moje rządy,
które pewnie będą trwać długo, długo i jeszcze dłużej. Koniec.
Tak naprawdę, to dziadek nie był już królem, bo oddał mi koronę. Był teraz moim doradcą. Popłakał się ze wzruszenia, a dworzanie zaczęli klaskać i krzyczeć: ”Niech żyje królowa Gabriela”. Potem z dziadkiem zeszliśmy z balkonu i bawiliśmy się z dworzanami do białego rana. Dziadek został całą noc, a ja poszłam pojeździć na Zenonie. Biegaliśmy po łąkach skąpanych w blasku księżyca i wspólnie postanowiliśmy (chociaż Zenon nie potrafił mówić), że chociaż jestem królową, to nadal będziemy razem odkrywać nowe miejsca. Gdyby nie mój koń nie byłoby mnie tu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz